Henryk Kaydan: Post Scriptum (proof wydruku)

Nareszcie! Po tygodniach przygotowań, ciągle tylko plany i plany, i jeszcze więcej roboty, ale wreszcie są! W tym tygodniu dotarły do mnie proofy wydruku integrala Henryk Kaydan: Post Scriptum. Czyli zbioru komiksów z Henrykiem Kaydanem (i nie tylko), jakie narysowałem po kilkuletniej przerwie od zaprzestania wydawania oryginału. W zeszłym roku minęło 10 lat od ukazania się pierwszego numeru!

Bardzo się bałem o te wydruki. Głównym powodem jest to, że nie proguję całkowicie czerni na skanach, to znaczy nie usuwam odcieni szarości z artu przed nałożeniem kolorów. Potuszowane tła i kontury są zatem tak naprawdę szare i widać na nich gdzieniegdzie zacieki czy smugi. Już dawno temu zauważyłem podobny zabieg w komiksach IDW i od tamtego czasu eksperymentowałem również u siebie. Podobało mi się to w wersji cyfrowej, ale druk nie lubi niuansów, więc miałem wątpliwości. Na szczęście — niepotrzebnie. Zobaczcie sami, jak fajnie to wygląda w zbliżeniu na kredowym papierze:

Próbny wydruk to po prostu kilka stron środka plus okładka, żeby zobaczyć, jak zachowają się kolory, czy formatowanie jest odpowiednie, czy papier nam pasuje. Wybrałem, jak pewnie widać, w większości dość mało seksowne strony. Chodziło nie o to, żeby ładnie wyglądało, tylko o to, żeby zobaczyć jakie są ogólnie ryzyka i czy nie trzeba czegoś poprawić w kontraście. Strony z dużą ilością czerni są zdecydowanie najlepszym wskaźnikiem. Dorzuciłem też do tego half-splash z rekinami, aby mieć pojęcie, jak sprawdzą się bardzo nasycone i zgradientowane kolory. Wszystko wyszło tak, jak chciałem i już od dawna nie byłem tak podekscytowany komiksami. Nie ma jak druk!

Jest jeszcze okładka, zewnętrzna w kolorze z nieco designerskim, szarym wnętrzem. Pierwotnie miało być ono zapisane, ale jest ryzyko, że będzie mocniej sklejone z korpusem książki, stąd lepiej przenieść teksty redakcyjne na kolejne kartki. Okładka, razem z grzbietem, również wygląda czadowo:

A niżej płyty towarzyszące ostatnim przygotowaniom. Wiem, jest Spotify, jest YT, kto potrzebuje nośników. A jednak. Kupuję kompakty, bo inaczej nie wiedziałbym, czego słuchać. Nie potrafiłbym docenić muzyki, mając do wyboru tysiące albumów na naciśnięcie guzika. Dlatego wolę słuchać wolniej i tego, za co chcę zapłacić. Na winyle nie mam siły, wybaczcie. I wcale nie jestem do nich stuprocentowo przekonany. Najważniejszy i tak jest mastering, a nie sam nośnik.

Akurat podczas przeglądania proofów, w ucho wpadło mi I gotta follow my dreams, my dreams alone… SBB. Przypadek? Henryk Kaydan to w końcu komiks stworzony wbrew wielu okolicznościom, wyłącznie dzięki uporowi i wierze w końcowy rezultat. Można powiedzieć, że — nieco ironicznie, z uwagi na pierwotne zamiary — jest to prawdziwy hand-made. Nie rysuję cyfrowo, aby przyspieszyć proces, każda strona powstaje ołówkiem i tuszem. Kiedy rysujesz na zlecenie, ważne jest, aby było szybko. Jak jednak wie każdy malarz, tylko farba wtarta pędzlem będzie trzymać, jak powinna:). Tak samo z komiksami. Henryk Kaydan to, ze wszystkimi swoimi wadami, prawdziwe labour of love. Możecie mnie za to skazać.

Wznoszę więc dzisiaj malutki toast za powodzenie starego/nowego Henryka. Mam pietra, jak nigdy dotąd. Co, jeśli się Wam nie spodoba? Ee tam. Do trzech razy sztuka. Dajcie mi następne 10 lat!

4 uwagi do wpisu “Henryk Kaydan: Post Scriptum (proof wydruku)

  1. No to teraz juz tylko wielkie odliczanie 😉
    Co do nosnikow muzyki, to polecam radio online, np accuradio ( https://www.accuradio.com/ ), ktorego slucham gdzies tak wlasnie od narodzin Kaydana 😉
    Wybieram sobie kanal nawiazujacy do danej dekady muzycznej czy gatunku i slucham co mi zapodadza. Czasem kawalki sie powtarzaja, ale tez i odkrylem dzieki niemu wiele z moich ulubionych utworow 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *