Przewaga piórka nad tabletem (plus nowa plansza w kolorze)

Ciągle tylko jedna za drugą nowa plansza w kolorze, najwyższa pora urozmaicić jeśli nie wpis, to chociaż sam nagłówek.

Nowy art to LAZARUS 1, strona 15. Tradycyjnie: Ołówek i tusz na papierze, kolor na komputerze. Podobnie jak w przypadku pozostałych plansz z komiksu LAZARUS, zostawiłem na skanie odcienie szarości zamiast twardych czerni. Widać pociągnięcia pędzelkiem i zróżnicowanie odcieni. Minusem może być to, że niektóre linie tuszu wypadają trochę blado. Być może będzie to pewna trudność w druku, ale myślę, że dzięki temu plansza jest bardziej żywa, oddycha. Jak analogowe nagranie. Poza tym, czasy wydawania komiksów na gazetówce dawno już minęły i nie takie rzeczy można dziś reprodukować dużo łatwiej, niż kiedyś.

Sprawdza się mantra, że dobrze narysowane plansze kolorują się same, a złym i tak nic nie pomoże. Obróbka cyfrowa poszła gładko, bo i w oryginale nie ma się za bardzo do czego przyczepić. Być może brzmi to dziwnie z mojej strony, ale sam zwykle widzę, czego tam akurat w moich planszach brakuje, i nie mam też problemu od czasu do czasu odbębnić sobie małego zwycięstwa. Nie chodzi o to, że plansza jest jakoś perfekcyjna, o nie. Zawsze można zrobić lepiej. Raczej o to, że wszystko się tu jakoś układa, że nie mam ciągot, by cokolwiek poprawiać. To już bardzo dużo.

Oryginalna plansza została narysowana na papierze komiksowym ołówkiem, tuszem i korektorem, a potem zeskanowana do dalszej obróbki cyfrowej. Taki sposób pracy jest akurat dla mnie najlepszy. Kusi mnie, żeby kiedyś nałożyć kolory farbami, ale to na razie sfera odległych planów. Pewnym kompromisem, a raczej urozmaiceniem komputerowych kolorów jest inkwash nałożony na oryginał. Zauważyłem, że fajnie się to koniec końców przegryza. Poza tym, nie muszę nakładać aż tylu odcieni na komputerze, zatem jest i oszczędność czasu. Komiksy to w tej chwili dosłownie ułamek mojego życia, zatem każde cięcie niepotrzebnych czynności jest mile widziane.

Inna sprawa, że zapewne szybciej i wygodniej byłoby WSZYSTKO robić na tablecie. Kiedyś nie mieściło mi się to w głowie, bo uznawałem tylko komiksy rysowane tuszem. Nawet książki malowane to było już dla mnie odstępstwo, zwykle mało interesujące. Zauważyłem, że z wiekem staję się o wiele mniej twardogłowy, i ostatnio nawet rozważałem rysowanie na tablecie. Nie ubrudzisz się tuszem (w ciągu lat zmarnowałem rysując dziesiątki koszul i swetrów), nie musisz odkurzać kawałeczków gumki. Możesz szybko przerwać rysowanie i szybko do niego wrócić. Możesz sobie wszystko poprawić 100 razy. Zastanawiałem się nad tym.

I wiecie co? Nadal myślę, że to kit. Jako rysownik, nie uwierzę artyście, który twierdzi, że obiektywnie cyfra jest lepsza, albo że to tylko kwestia narzędzia. Chodzi wyłącznie o wygodę. Nie ma w tym nic złego, każdego gonią terminy i można sobie wybrać sposób pracy. Nie da się jednak uczciwie twierdzić, że nie ma obiektywnej przewagi piórka nad komputerowym rysikiem. Jest to dla rysownika duża oszczędność czasu, ale na tym zalety się kończą. Musiałbym sam sobie wciskać bullshit, żeby jechać cyfrowo. Komiksy rysowane na tabletach nie mają dla mnie głębi. Wszystko wygląda jakoś średnio, leniwie, bez wyrazu, jak po betryzacji. Może i są wyjątki, ale jakoś ich nie dostrzegłem. Weźcie sobie Thorgala, Valeriana czy starego Tarzana i porównajcie z nowym komiksem rysowanym na komputerze. W ręcznie rysowanych planszach jest więcej energii, ryzyka, bo nie można ich dopieszczać w nieskończoność. Wymażesz trochę, poprawisz jakiś fragment, może wydrapiesz niepotrzebną linię, ale to wszystko. Jesteś tak dobry, jak twoja ręka, osobowość bezpośrednio spływa na papier. Plansze rysowane tradycyjnie mają więcej charakteru, są po prostu bardziej komiksowe.

Oczywiście generalizuję i nie twierdzę, że automatycznie wszystko to, co cyfrowe, jest gorsze od papieru. Henryk Kaydan numer 1 wyglądał tak samo źle w obu formatach i nie sądzę, że mógłby wyglądać gorzej, gdybym narysował go na tablecie. Prawdę mówiąc, nie sądzę, by cokolwiek mogło wyglądać gorzej niż ten nieszczęsny numer. Chodzi mi o to, że papier i tusz (i ogólnie ręczne narzędzia) są o wiele bardziej delikatnym medium w ilustracji, pozwalającym na o wiele więcej niuansów, niż cyfrowa linia. Przynajmniej na razie, dopóki nikt nie wymyśli nic lepszego.

Możesz chodzić do McDonalda i twierdzić, że smakuje bardziej, niż stek z sarny. Ktoś może woleć tanie jedzenie i ma do tego prawo. Jednak nie da się w granicach zdrowego rozsądku twierdzić, że sieciowy burger jest obiektywnie lepszy od tradycyjnych potraw. Żyjemy w czasach, kiedy podobno wszystko jest równie dobre. A ja mówię: Bullshit. I sam go sobie wmawiał nie będę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *