Zeszyt dnia: Superman (vol. 1) 200

Przyznam, że ten numer trochę mnie, jak przystało na dobrze rozpieszczonego bachora, rozczarował. Wiem, że w roku 1967 trudno było liczyć na hologram, metaliczny połysk lub nawet poczciwą wycinaną okładkę, ale żeby tak zupełnie nic z okazji 200. numeru? Zapewne chodziło o koszty, parę centów robiło wtedy różnicę w budżecie młodych odbiorców. A więc żadnego double-size, nic, tylko trochę bardziej wystrzałowa okładka i jakby nieco tylko bardziej okolicznościowa historia (w sumie podobnych opowiastek „co by było gdyby” było jednak wtedy na pęczki)…

Mimo wszystko, jest jakaś otucha w tym, że i ponad 50 lat temu Superowi nie wiodło się jakoś najlepiej. Lepsze czasy powróciły później. Może historia znowu zatoczy koło i zobaczymy jeszcze świetne komiksy z Clarkiem w roli głównej. Zawsze twierdziłem, że Superman to jeden z najciekawszych bohaterów z ogromnym potencjałem. Przestałem jednak zbierać jego zeszyty przed rokiem 2000, bo po odejściu ostatniego pokolenia „starej gwardii” (Byrne, Ordway, Stern, Gammill, a nawet Bogdanove i kilku innych) całość zrobiła się po prostu słaba i do tego naprawdę nie było już na czym zawiesić oka. Pamiętam zawód po przejrzeniu kilku numerów rysowanych przez Jima Lee. „Nowoczesna” narracja całkiem mnie odrzuciła i dopiero kilka lat później zrozumiałem tego powody i poznałem słowo „dekompresja”. Superman prowadzi przez pół numeru jakieś dysputy mrucząc coś pod nosem, potem odlatuje, by na innym kontynencie (a może to inny komiks?), stojąc w cieniu, znów z zatwardzeniem na twarzy prowadzić podobnie półmartwe dialogi. Nie były to komiksy dla mnie i, prawdę mówiąc, z wiekiem jeszcze mniej je lubię, a coraz chętniej wracam do tych starszych, w ogóle nie nowoczesnych.

Tutaj przynajmniej jest ciekawie, bo dowiadujemy się, co by było, gdyby kryptoński ojciec Kal-Ela urządził między synami konkurs na bycie Supermanem. Curt Swan nie jest jeszcze w swojej szczytowej formie, ale też nie o to tu chodzi. Całość broni się klimatem, nie brakuje w historii polotu i typowych dla tamtych czasów nagłych zwrotów akcji.

Komiks w bardzo dobrym stanie kupiłem za całkiem rozsądną cenę kilku-kilkunastu dolarów (już nie pamiętam dokładnie). Nie jest to może jakiś milestone, ale całkiem niezły i ciekawy dodatek do Supermanowej kolekcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *