Spawn 303

Znalazłem w weekend czas, by zajrzeć ze spokojem do Spawna #303. Poprzednie trzy numery były czystą radością wynikającą z faktu, że Todd jest back. Przewinęło się sporo dobrego artu i ogólnie było bardzo sentymentalnie, co skusiło mnie do nabycia paru wariantów. Początek mojej przygody z nowymi Spawnami znajdziesz tutaj.

Spawn 303 to jest powrót do rzeczywistości. Trzeba trzeźwo zdecydować, czy (i na jakich warunkach) pozostaję przy serii.

Żeby zrobić full review, zaopatrzyłem się jak należy – kupiłem trzy warianty numeru, w tym jeden czarno-biały. Nie chodzi tylko o okładkę, cały komiks jest monochromatyczny.

Pierwszy wariant – Standardowa okładka Todda McFarlane’a:

Drugi wariant – Okładka stałego rysownika, Jasona Shawna Alexandra:

Trzeci wariant – Cały komiks czarno-biały, z taką również okładką McFarlane’a:

Nie wiem, czy jest więcej wariantów, nie sprawdzałem. Pewnie są wydania bez logo, o których już pisałem przy poprzednich numerach (to już po prostu przesada – niczego nie wnosi do estetycznych walorów komiksu).

Główną historię w numerze 303 rysuje Alexander, jest jednak również parę kartek wykonanych przez Todda. Jest też zapowiedź podobnej atrakcji w następnym numerze.

O ile w numerze 300 (i — siłą rozpędu — również w kolejnych) Todda było bardzo dobrze widać, tym razem ewidentnie jego część to już tylko back-up story. Dla mnie jednak to wciąż wystarczający powód, by sięgać po kolejne numery.

A sama historia? Przyznam, że niewiele zapamiętałem. Pojawia się Jessica Priest, którą pamiętam z lat 90. Jest też Cogliostro i będący na wyczerpaniu wskaźnik mocy Spawna. Jednym słowem – same old, same old. Ale też trudno wymagać od takiego komiksu, by otwierał nowe światy. Nie po to po niego sięgam.

Co do samego pomysłu wydania wariantu komiksu w odcieniach szarości. Gdyby całość rysował McFarlane, to miałoby to sens – zwłaszcza, gdyby w stylu „Artist Editions” zreprodukowano oryginalny art. Inna sprawa, że Todd znowu rysuje tutaj komputerowo i niestety to już nie to, co papier. Przy Alexandrze wydaje mi się to już zupełnie zbędnym gimmickiem. Niemniej, obie edycje są w tej samej cenie, co pozwala na bezproblemowy zakup preferowanej wersji.

Będę nadal kupował Spawna pod warunkiem, że Todd będzie rysował choćby tę parę stron miesięcznie. Sam Alexander (ani żaden inny ze znanych mi dotychczasowych rysowników Spawna) raczej mnie nie skusi.

Todd McFarlane wie oczywiście najlepiej, co przynosi mu najwięcej korzyści. Zdaję sobię sprawę, że te kilka kartek miesięcznie to i tak sporo jak na jego rozkład dnia. Czasem jednak tak sobie myślę – co by to było, gdyby zapomniał o zabawkach, filmach i innych duperelach, i pozostał przy komiksach. Nieważne, czy byłby to Spider-Man, czy Deathlok lub inny Ghost Rider. Po jego wywiadach widać, że miłość do komiksów wciąż w nim siedzi. I wcale nie jestem taki pewien, czy ludzie będą dłużej pamiętać o jego zabawkach, niż o jego Spider-Manie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *