Wózek

Okładki okładkami, warianty wariantami, ale tutaj po prostu trzeba dalej rysować. Ciągnąć ten wózek, gonić owce, jechać z koksem, wiązać komiksowy koniec z końcem. Na koniec to właśnie pozostaje – jesteś tak dobry, jak twoja ostatnia plansza. Jest to szalenie motywujące ale i przerażające zarazem. Jeden gorszy weekend i trzeba zaczynać od nowa.

Przedstawiam światową premierę 7 planszy narysowanej do Henryka Kaydana 10. Nic specjalnego, regular fare, the usual – ale jest. Co w niej niezwykłego? Narysowałem ją mimo tego, że mi się nie chciało.

Miałem ochotę na mroźny spacer, gorący prysznic, przygotowanie sobie obiadu, czytanie najnowszych Spawnów, zimne piwko, zrównoważony medoc, jak również na przygotowanie fancy wpisów na bloga. Zamiast tego usiadłem na tyle i narysowałem tę stronę. Nie jest specjalna, ale… jest. I wiecie co? Za parę miesięcy nie będę w stanie sobie przypomnieć, jak bardzo mi się nie chciało. Po planszy nie będzie tego widać. To tajemnica, której nie udało mi się jeszcze rozkminić.

Wena jest złośliwa. Przychodzi, kiedy nie ma czasu. Znika, kiedy nie masz co robić. Najważniejsze to podnieść tyłek, kiedy akurat się nie chce. Ta plansza to moje małe zwycięstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *